Żeńska ścieżka ruchu – Korzenie

Młoda kobieta w zielonej sukni stoi pośród wysokich traw o zachodzie słońca, z zamkniętymi oczami i spokojnym wyrazem twarzy. Jej ciało emanuje spokojem i ugruntowaniem.

Praktyka Korzeni to spotkanie ze sobą poprzez ciało.
To nauka, jak stać się swoją własną Ziemią — ugruntowaną, obecną, czułą.

W świecie, który popycha nas do przodu, który wymaga nieustannego działania, reagowania, osiągania — łatwo zgubić kontakt z tym, co najbardziej podstawowe: z ciałem, oddechem, z byciem tu i teraz.

Zanim zaczęłam na serio słuchać swojego ciała, sama często byłam „w głowie”. W myślach, planach, analizach, w biegu, działaniu. Aż przyszło zmęczenie. Potem potrzeba zatrzymania… Cisza. W tej ciszy pojawiła się myśl, której wcześniej nie słyszałam: Przestań myśleć. Zacznij czuć. Ciało tylko na tę decyzję czekało. Czekało cierpliwie

Tak zaczęła się moja podróż — i właśnie dlatego pierwszy krok w praktyce Wibracji Ruchu nazywam etapem Korzeni.

To zaproszenie do jakości, które kultura często spycha na bok: zatrzymania, słuchania, czucia, obecności.
To ruch, który nie zaczyna się od myśli, ale od czucia.
Nie jest po to, żeby wyglądać. Jest po to, żeby być.

To taniec, który wypływa z bioder, miednicy, brzucha i serca.
Jest miękki, spiralny, falujący. Taki, jaki ciało zna… zanim nauczyło się sztywności.

To delikatne kołysanie, poruszanie kręgosłupem, ramionami, miednicą.
Fala to ruch nieprzerwany — łagodny, płynący, miękki.
Nie ocenia, nie zatrzymuje. Zaprasza, żeby być z tym, co czujesz.

Spirale to sposób, w jaki ciało się otwiera i zamyka, zatacza łuki, kręci się wokół własnej osi.
To ruch, który prowadzi w głąb, ale też rozprzestrzenia się na zewnątrz.
Spirala uzdrawia — łagodnie dociera do napięć, emocji, które czekają na rozpoznanie.
W naturze często spotykamy kształt spirali — komórki, muszle, galaktyki.

Kręcenie biodrami, zataczanie kół ramionami, szyją, stopami…
Ruch kołowy to powrót do pełni.
Do rytmu, powtarzalności, do poczucia: „jestem bezpieczna”.
Ciało porusza się po okręgu, nie po linii.

To nie metafora. Ciało naprawdę może być zakorzenione — albo oderwane.
Gdy jesteśmy zestresowane, zawstydzone, zalęknione – ciało napina się i „ucieka do głowy”.
Stopy przestają czuć ziemię, oddech robi się płytki. Tracimy siebie.

Zakorzenienie to powrót do ciała.
To pozwolenie sobie, by zejść niżej: do stóp, nóg, miednicy.
To odnalezienie fundamentu, który daje prawdziwe poczucie bezpieczeństwa.

Na etapie Korzeni:

  • poruszamy się powoli, nisko, blisko ziemi. Ruch zaczyna się i nie kończy — wije się w ciele, przez ciało, z ciała,
  • otwieramy świadomość na stopy, nogi, miednicę, oddech w brzuchu,
  • szukamy stabilności nie przez napięcie, ale przez łagodne ugruntowanie,
  • oddychamy, by poczuć siebie od środka — z miłością i czułością.

To nie jest taniec dla oka.
To ruch, który ma być czuty.

Bo bez korzeni trudno wzrastać.
Ciało, które nie czuje się bezpieczne, nie pozwoli sobie na otwarcie. Nie wypuści kontroli.
Nie wyrazi się, póki nie poczuje, że ma gdzie się oprzeć.

Etap Korzeni to powrót do siebie.
Do miejsca, gdzie możesz po prostu być.
Bez presji. Bez oceny. Z pełną zgodą na to, co czujesz.

Twoje ciało wie, jak się poruszać, jak się zakorzenić, jak poczuć się bezpiecznie.
Wystarczy, że dasz mu przestrzeń.